Jak ugryźć medytacje i nie dać się zwariować.
Tyle się mówi ostatnio o medytacji. Ciekawe jest to, jak zmieniła się nasza świadomość o niej z biegiem lat.
Z mojej perspektywy, początkowo kojarzona ze skośnookimi mistrzami Zen lub super wojownikami szykującymi się do walki. Była obrazem spokojnie siedzącej osoby, która robiła coś w swoim umyśle. Tak naprawdę można powiedzieć, że siedziała bez ruchu i tyle.
Jaki jest sens takiego siedzenia bez ruchu? Wystarczająco długo przecież nie ruszamy się w nocy podczas snu lub drzemiąc za dnia. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że różnicą miedzy snem a medytacją jest fakt, że ci którzy medytują siedzą, a ci którzy śpią leżą. :) Tak przynajmniej zwykliśmy myśleć, lecz i to okazało się błędnym przekonaniem. Okazuje się, że spać równie dobrze można na siedząco, co lepsze zdarzają się przypadki spania na stojąco, w marszu (np.: w wojsku) lub podczas wykonywania wielu innych codziennych zadań. Z drugiej strony coraz częściej słyszymy o medytowaniu na leżąco, półleżąco, stojąco lub nawet jak w przypadku dynamicznej medytacji w tańcu i podskokach.
Czym więc tak naprawdę jest medytacja?Zanim wejdziemy głębiej w temat warto zaobserwować pewną tendencję. Tak jak zmęczenie ciała z biegiem czasu wytworzyło u człowieka potrzebę spania na stojąco, podczas marszu, lub wykonywaniu wielu innych czynności, tak zmęczenie lub przeładowanie umysłu doprowadziło do coraz bardziej zróżnicowanych metod medytacji, a co ważniejsze coraz większego zapotrzebowania na nią.
W zależności od tego jaki rodzaj medytacji nas interesuje można napotkać różne sposoby jej wykonywania. Dla przykładu, możemy się spotkać z następującymi medytacjami:
Wizualizacyjne - zamykasz oczy i wizualizujesz sobie pewne zdarzenia, osoby, przedmioty itd.
Afirmacyjne, gdzie podczas medytacji w myślach lub na glos powtarzasz jakąś afirmacje np: "Jestem piękny", "Jestem bogaty"
Mantryczne, podczas których powtarzasz słowa lub dźwięki bez większego znaczenia,
Dynamiczne - przypominające trochę trans lecz nastawione są na brak jakiegokolwiek rytmu i prawidłowości.
Medytacja Zen - dążąca do zupełnej pustki, braku myśli i wizji. Właśnie ten rodzaj medytacji jest najbliższy ideałowi.
Medytacje łączące w sobie różne wariacje wyżej wymienionych
Można by tak wymieniać bardzo długo. Sposobów na medytacje wyrosło jak grzybów po deszczu, a chętnych widocznie jest coraz więcej. Słowo "Medytacja", stała się przysłowiowym lepem na muchy, marketingowym hasłem, które wyraźnie niesie za sobą coraz większa ilość odbiorców. To samo dzieje się teraz ze słowem "Channeling", ale o tym napiszę w niedalekiej przyszłości.
Myślę, że to już odpowiedni czas by zrewidować to marketingowe słowo jakim stała się medytacja i zagłębić się w jej istotę.
Medytacja jest specyficznym stanem umysłu obserwatora, który unieruchamiając swoje ciało, uwrażliwia się na odbiór subtelnych sygnałów, spontanicznie pojawiających się w przestrzeni pola jego świadomości.Tłumacząc powyższą definicję najprościej jak to możliwe, można by powiedzieć, że medytacja nie jest niczym innym jak unieruchomieniem ciała i cierpliwym czekaniem na wszystko co tylko odbierze nasza świadomość. Świadome obserwowanie tego wszystkiego w nieruchomy sposób daje nam wgląd w owe subtelne sygnały, które niosą za sobą wszelkiego rodzaju informacje gotowe transformować nasze życie. Sygnałów tych nie należy mylić z myślami, które tak naprawdę są produktem naszego umysłu wkraczającego w stan medytacji. To samo tyczy się technik lub sposobów wykonywania medytacji, są to jedynie praktyczne techniki przygotowujące nas na osiągniecie tego specyficznego stanu umysłu.
Dla przykładu moje początki z medytacją były dość zabawne. Pamiętam jak zaczynałem medytować skupiałem się na tym by mieć prosty kręgosłup, siedzieć po turecku z nadgarstkami spoczywającymi na kolanach. W mym umyśle trzymałem obraz skośnookiego mistrza, którego starałem się naśladować. Myślałem sobie "jak można tak siedzieć?", "ale to niewygodne i nudne". Po kilkunastu minutach drętwiały mi nogi i tyłek, a ja znudzony nadal nie mogłem myśleć o niczym innym tylko sposobie na długie siedzenie w miejscu. Po czasie pojawiło się poirytowanie, które kończyło całą praktykę.
Sygnały odebrane podczas pierwszych krótkich medytacji zaowocowały w myśli, które pozwoliły mi transformować siebie i cały proces. Będąc świadomy tego wszystkiego z czasem zrozumiałem, że w mojej medytacji zależało mi nie na tym by ją uprawiać tylko na tym by naśladować kogoś kim nie jestem. Zrozumiałem, że nie umiem wygodnie dopasować ustawienia nóg do kręgosłupa tak by komfortowo siedzieć w miejscu. Z medytacją miało to tyle wspólnego, że osoba, która przechodziła by obok mogła by sobie jedynie pomyśleć, że medytuje. Gdyby jednak dowiedziała się jak poirytowany jestem w środku i jak cierpnie mi tyłek, to na pewno zmieniła by zdanie :) Ta myśl pozwoliła mi zrozumieć, że robie coś na pokaz i w przypadku niepowodzenia jestem w stosunku do siebie bardzo krytyczny. Z czasem zrewidowałem to wszystko czego się nauczyłem i konsekwentnie wprowadziłem zmiany. Zacząłem od medytacji leżącej, koncentrując się bardziej na wyżej wymienionym specyficznym stanie umysłu. Krok po kroku medytacja stawała się co raz głębsza i głębsza. Nie starałem się siedzieć godzinami bez ruchu na pokaz. Wystarczało 20 minut dziennie. Za każdym razem uwrażliwiałem się na nowe sygnały, które tłumaczone były na konkretne myśli, później bardziej abstrakcyjne, w końcu odczucia i emocje.
Świadome obserwowanie tego wszystkiego pozwalało mi dokonywać zmian. Jeśli czegoś mi się nie chciało, z czasem przyznawałem się sam przed sobą, że jestem leniwy lub mało wytrwały. Takie przyznawanie się przed samym sobą jest czymś naprawdę wyjątkowym. Fajnie było obserwować samego siebie jak obrażony rezygnuje z czegoś i czekam. W końcu dochodzi coś do mnie np. to, że jestem obrażalski :) i w procesie pokornego uświadamiania sobie mojej obrażalskiej natury, przełamywałem kolejną barierę.
Można by też pokusić się o stwierdzenie, że medytacja jest dobrą metodą dążenia do prawdy. Prawdy, która czeka na odkrycie. Jest momentem tylko dla nas samych, w którym spokojni i zrelaksowani jesteśmy gotowi odkryć więcej i więcej.
Ile razy zdarzyło ci się zdenerwować gdy ktoś zwraca ci uwagę? To nieprzyjemne uczucie zaskoczenia, w którym zamykamy się na przekaz oddalając się od sedna problemu. W myślach pytasz: "Jakie on miał prawo by zwracać mi uwagę?", "Kim on jest by to robić?" Gdy ten ktoś zrobi to po raz kolejny, myślisz "Ale czepialski, ale wredny, itd.". Problem polega na tym, że czasami ciężko jest nam samym dostrzec coś co dobrze widoczne jest dla osób trzecich. Tak jak one będą świadome np. jakieś naszej wady przez lata, tak my uparcie możemy robić wszystko tylko nie to co mogło by nas doprowadzić do poznania prawdy o nas samych. W medytacji nie ma podziału na moja prawda i twoja prawda. Nie mówiąc już, że prawda nie jest tak bolesna gdy uświadomimy ją sobie sami. W medytacji dosłownie wzrastamy do tego by ją dostrzec lub poszerzamy pole swojej świadomości tak by była w naszym zasięgu. Właśnie dzięki samoobserwacji, ktora jest integralną częścią ścieżki osób medytujących, możemy spojrzeć prawdzie w oczy i przyjąć ją taką jaka jest, a nie taką jaką chcielibyśmy by była.
Podsumowując.Sposobów na medytacje jest bardzo dużo. Nie powinniśmy traktować medytacji jako czegoś enigmatycznego lub dziwnego. Medytacja jest tym dla umysłu, czym prysznic dla spoconego po wysiłku ciała. Do tego sprzyja zdrowiu. Wystarczy raz dziennie usiąść lub położyć się wygodnie na 15-20 minut, zamknąć oczy i zrelaksować się. Relaksacja wpływa na redukcje stresu. Redukcja stresu na głębsze i harmonijne oddychanie. Głębszy oddech wpływa na lepsze utlenienie komórek, dodatkowo dzięki niemu możesz spowolnić bicie serca. Jeśli potrafisz spowolnić bicie swojego serca, możesz obniżyć ciśnienie krwi. Jeśli potrafisz obniżyć ciśnienie krwi, możesz np. wyłączyć wzrost produkcji kwasów żołądkowych. Myślę, że zdajecie sobie sprawę do czego to wszystko dąży. Do ZDROWIA, które leży w zasięgu was. Wystarczy tylko poszerzyć pole swojej świadomości i sięgnąć po nie.